Poznaj właściwą kobietę, cz. 5: Podchodzenie na ulicy

Tyle części dot. poznawania kobiet za Tobą, a nie pojawiła się ani jedna kobieta… czas to zmienić. Nie bez powodu tyle czasu poświęciłem na wypracowanie wewnętrznych potrzeb i przekonań. Bez nich ciężko byłoby znaleźć czy utrzymać motywację oraz nie zniechęcać się pomimo braku takich sukcesów, jakich docelowo oczekujesz.

Wchodzimy w obszar relacji międzyludzkich, których nie da się w 100% przewidzieć – co jest piękne w nich, ale też stanowi nie lada wyzwanie.

Wiele razy słyszałem pytanie: jak nauczyć się rozmawiać/flirtować z kobietami? 

Moja odpowiedź była zawsze taka sama: rozmawiając / flirtując z kobietami.

Można zacząć powoli: od spytania o drogę czy o godzinę, jeśli nawet taka interakcja budzi w Tobie lęk. Moim zdaniem, takie podejścia są w porządku na jakiekolwiek przełamanie się, ale jeśli chcecie przejść z takiego pytania od razu do próby uwodzenia, to trzeba bardzo uważać, bo zwykle wychodzi to żenująco i niespójnie. Przykład, o którym opowiadała mi dziewczyna poznana na ulicy: jakiś gość spytał się jej o drogę do jakiegoś charakterystycznego miejsca, a gdy ona odpowiedziała, że dopiero przyjechała, zaproponował, że może ją oprowadzić… a przecież przed chwilą nie znał miasta… Jest to również słabe w tym sensie, że kobieta, która staje się „ofiarą” takich nieudolnych prób, w przyszłości może nie chcieć pomóc komuś, kto naprawdę potrzebuje tych wskazówek. 

Byłem przy akcjach typu: pytanie o to, gdzie jest Pałac Kultury, stojąc przy Placu Defilad (plac przed Pałacem Kultury), i to jest już lepsze, chociaż na tyle popularne, że różnie może wyjść…

W mojej ocenie, rewelacyjna na przełamanie się w rozmowach z kobietami, jest rozmowa z hostessami zachęcającymi do wejścia do klubu czy po prostu rozdającymi ulotki – te dziewczyny często naprawdę fajnie potrafią kokietować i flirtować. Nie musisz im ulegać, ale doświadczenie sympatycznej rozmowy z bardzo atrakcyjną kobietą może bardzo pozytywnie wpłynąć na Twój rozwój czy wprowadzić Cię w odpowiedni nastrój przed właściwymi podejściami. 

Osobiście od razu rzuciłem się na głęboką wodę, podchodząc do kobiet, które mi się podobały i które mnie zaintrygowały – pierwszego dnia nie zdradzając od razu mojego zainteresowania, ale już drugiego dnia praktyki od razu po przywitaniu mówiłem, że bardzo mi się spodobała i chcę ją lepiej poznać. Reakcje były różne – zwykle zaskoczenie i uśmiech. Tylko raz (na kilkadziesiąt / kilkaset podejść – nie wiem, nie liczyłem) zdarzyła mi się chamska reakcja – na Rynku w Krakowie kobieta dosłownie w białych kozaczkach kazała mi „niezwłocznie udać się w przeciwnym kierunku” używając nieco bardziej bezpośredniego sformułowania. Tego samego dnia, w Krakowie, gdy byłem już w odpowiednim nastroju i emanowała ze mnie pozytywna, zmysłowa wręcz energia, zwróciła na mnie uwagę atrakcyjna kobieta – nasze oczy się spotkały i utrzymywaliśmy ten kontakt wzrokowy nawet, gdy się minęliśmy – odwróciliśmy nasze głowy. Oczywiście skierowałem się wtedy w jej stronę, ona się zatrzymała, powiedziała coś podekscytowana do swoich koleżanek i czekała na moje podejście… i tu jedna jedyna rzecz, której żałuję z tego okresu (dlatego też tak dobrze to pamiętam): zawsze chciałem rozpocząć interakcję od pocałunku w usta i to była ta, jak się potem okazało, jedyna i niepowtarzalna okazja, żeby przynajmniej spróbować to zrobić, a ja po prostu powiedziałem, że mi się spodobała. Gdybym jednak miał wybierać: nie podejść w tej sytuacji czy podejść tak, jak ja to zrobiłem, to bez wahania wybrałbym tę drugą opcję. Ten „żal” nie ma nic wspólnego z tą kobietą – jest związany tylko z niezrealizowaniem jednej z moich „fantazji” i nie myślę o tym po nocach jako o błędzie młodości. W zasadzie to w ogóle o tym nie myślę – przypomniało mi się to w momencie opracowywania tego wpisu.

Jak zatem widać, sposobów na podejście jest w zasadzie nieskończona ilość, reakcje też mogą być skrajnie różne i to jest w porządku – nie wszystko przewidzimy (i bardzo dobrze, bo byłoby nudno). Działamy zatem w okolicznościach, na które nie mamy wpływu – trzeba sobie to uświadomić i się z tym pogodzić. Ostatnio poruszałem to zjawisko w swoim wystąpieniu o tradingu – nie każda transakcja kończy się sukcesem. Chodzi o to, żeby w ostatecznym rozrachunku być na plus – żeby wypracować taką strategię, która przy większej liczbie prób daje dodatni wynik. Spójrz na rzut monetą – przy 1 rzucie nie wiadomo, czy wypadnie orzeł czy reszka, ale przy 100 rzutach prawdopodobnie ilość rozłoży się dość równomiernie. Co się jednak stanie, gdy możemy tak zmodyfikować monetę, że wyrzucenie reszki będzie o 0,1 bardziej prawdopodobne od wyrzucenia orła? Przy 1 rzucie możliwe, że nic, ale przy 100 prawdopodobnie reszka, na którą stawialiśmy, wypadnie częściej. Podobnie jest w uwodzeniu, z tym, że nie tak samo: moneta nie nabiera doświadczenia z każdym rzutem, a Ty tak (z bycia rzuconym też 🙂 ). Poza tym, przypominam, że powinieneś podchodzić tylko do tych kobiet, które naprawdę Cię zainteresowały, a nie do każdej napotkanej, byle tylko nabić sobie statystyki. 

Chodzi o to, żeby podejście było spójne z Tobą, Twoimi przekonaniami i oczekiwaniami , ale i z okolicznościami, w jakich się poznajecie – szanse powodzenia są relatywnie niewielkie (i to jest ok), dlatego zawsze warto dopracowywać te składniki sukcesu, na które możesz mieć wpływ – siebie i swoje nastawienie, a także czerpanie korzyści z tego, co akurat dzieje się wokół.

Nie było w sumie żadnych „tekstów na podryw”… zaskoczony? A pamiętasz, że daję tylko drogowskazy? Nie mogę i nie chcę narzucać Ci swojego stylu i swoich ograniczeń. Poza tym, to tak nie działa – nie masz do czynienia z programowalną maszyną, tylko żywą, czującą istotą z własnym zestawem przekonań i potrzeb. Wierzę, że uda Ci się poznać taką, której podejście  do życia będzie odpowiadać Twojemu, pewnie nawet nie jedną. Jak ją znaleźć? Wyjść, poznawać,  nabierać doświadczenia, cieszyć się każdą interakcją… Do dzieła!

Post a Comment