Poznaj właściwą kobietę, cz. III: Poznaj… siebie

Written by

W zasadzie ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, że część ta nie powinna być przed poprzednią (Kalibracja), zwłaszcza, że obie są ze sobą ściśle powiązane. Ostatecznie zdecydowałem się umieścić je w tej, a nie innej kolejności, ponieważ tak to właśnie wyglądało u mnie – wiedziałem, czego chcę, choć jeszcze nie do końca byłem świadomy dlaczego i czy faktycznie jest to najlepsze dla mnie. Być może po tej części będziesz chciał zrewidować swoje wybory z części II – jeśli tak, zrób to! I tak z czasem jest bardzo prawdopodobne, że będą one ewoluować lub wręcz dokonasz w nich prawdziwej rewolucji. Ja miałem to szczęście, że swoją kalibrację ustawiłem na tyle dobrze (choć pewnie jeszcze wtedy nie do końca świadomie), że nie musiałem jej znacząco edytować – zmiany określiłbym mianem “kosmetycznych” i dotyczyły głównie doprecyzowania pewnych kryteriów.

Poznanie siebie, swoich możliwości i ograniczeń, pozwoli ci nie tylko na pracę nad właściwymi obszarami swojego życia i osobowości, ale również na uniknięcie w międzyczasie niepotrzebnych rozczarowań. Przykład brutalny, ale jakże często spotykany: jeśli Twoją urodę można by spokojnie ocenić na 2-3/10, nie masz dużego obycia z kobietami, nie dbasz o swój wygląd i niespecjalnie radzisz sobie w życiu (choćby finansowo), to próba nawiązania bliższej relacji z piękną, zadbaną kobietą, co najmniej 8/10 jest… w porządku dla przełamania się, ale wykonana więcej niż 1-2 razy, stanie się raczej źródłem frustracji i nie przyniesie pożądanego efektu.

Po pierwsze stań przed lustrem i postaraj się w miarę obiektywnie ocenić swoją atrakcyjność – weź pod uwagę swoją sylwetkę, proporcje twarzy, cerę, dominującą minę, włosy (również ich nadmiar i braki), paznokcie, wszelkie widoczne fizyczne wady. Jeśli masz prawdziwych przyjaciół, poproś ich o podobną, szczerą ocenę. Jak to przy szorstkiej, męskiej przyjaźni, mogą Cię wtedy wyzwać od… ekhem… “tęczowych chłopców”, ale może też pomogą ci zweryfikować poprawność twojej oceny (jeśli będzie bardziej poprawna od mojego określenia “tęczowych chłopców”, już jest dobrze 😉 ).

Po drugie, zweryfikuj, jak dbasz o siebie – jak często się myjesz, obcinasz paznokcie, chodzisz do fryzjera (oraz jak dobry jest to fryzjer! Ja od ponad 20 lat chodzę do jednego. W tym czasie byłem może 7-10 razy u innego i niestety przy moim kształcie głowy, wychodzą często braki w kompetencjach, nawet u modnych, drogich barberów… aczkolwiek efekt i tak jest lepszy niż u fryzjera za 5-30 złotych), golisz się, w jakim stanie są twoje zęby, czy masz czyste, uprasowane ubranie, wyczyszczone obuwie, czy twoje ubranie i obuwie są odpowiednio starannie i ze smakiem dobrane, czy nie nadużywasz alkoholu, papierosów, czy innych używek. Tak, to wszystko ma olbrzymi wpływ na Twoją atrakcyjność.

Zauważ, że praktycznie ze wszystkimi tymi czynnikami twojej atrakcyjności możesz coś zrobić, zwykle nawet nie wymaga to ponoszenia znaczących dodatkowych wydatków. Jasne, szampon, mydło, wizyta u fryzjera, dentysty – to wszystko kosztuje, ale… i o tym przeczytasz w dalszej części 😉

Jeśli tylko przyłożysz się do powyższych kwestii, masz szansę dodać sobie nawet 4-5 punktów do atrakcyjności. Niestety, w niektórych środowiskach możesz też dodać sobie stałą łatkę “tęczowego chłopca”, no ale cóż… nikt nie mówił, że będzie łatwo (i tak na razie jest, bo nie doszliśmy jeszcze do realnego poznawania kobiet). Absolutnie nie mówię tu o zatracaniu swojej osobowości czy pierwotnej męskości – wręcz przeciwnie, namawiam cię do podkreślenia wszystkich swoich atutów. Dopiero w tym momencie możesz zacząć wyznawać zasadę, zgodnie z którą “mężczyzna powinien być trochę ładniejszy od diabła”. Jest ona wygodna dla nie dbających o siebie mężczyzn, dla których kobiety marzeń pozostaną w sferze… marzeń. Jest ona zgodna z prawdą dla mężczyzn, którzy zrobili wszystko, co możliwe, żeby podnieść swoją atrakcyjność. Kobieta to zauważy i doceni. Jednocześnie, mając atrakcyjność na poziomie 6-8/10, masz już znacznie większe szanse u podobnie atrakcyjnych kobiet, nawet jeśli pozostałe aspekty, o których piszę poniżej, masz jeszcze nieopanowane. Oczywiście nie mówię, że powinieneś się umawiać z “10” i to będzie ta właściwa kobieta, ale nawet 6-7 będzie ci łatwiej zdobyć z tego poziomu niż z bycia 2-3.

Zdaję sobie sprawę, że taka numeracja jest powierzchowna, ale… staram się tu możliwie najlepiej oddać realia. Możemy się oszukiwać, że wygląd nie ma znaczenia. Możemy się też oszukiwać, że to wina tych powierzchownych kobiet, że patrzą na wygląd i… osiągnąć tym sposobem szczyt hipokryzji.

Kolejna kwestia to coś, co przyda ci się nie tylko w relacjach z kobietami, ale również w rozwoju zawodowym i znalezieniu właściwego kierunku zawodowego. Chodzi o określenie swoich mocnych stron, pielęgnowaniu ich i korzystaniu z nich pełnymi garściami. Podobnie ma się sprawa słabych stron – określ je i albo staraj się ich unikać i minimalizować ich wpływ na twoje życie, albo, jeśli musisz i chcesz, pracuj nad nimi. Podam konkretny przykład z mojej zawodowej przeszłości: zawsze interesował mnie marketing, czułem, że to mnie “kręci”, że mogę być w tym naprawdę dobry, ale tak się złożyło, że zająłem się sprzedażą, której kompletnie nie czuję. Po czasie stwierdziłem, że choćbym nie wiem ile czasu poświęcił “nauce” sprzedaży, i tak nie dorównam urodzonym handlowcom. Obecnie unikam sprzedaży jak ognia, a czas, który poświęciłbym na mało efektywną naukę sprzedaży, przeznaczam na inne działania, wzmacniające i czerpiące pełnymi garściami z moich mocnych stron (do których zaliczam m.in. tzw. “lekkie pióro”). Mój brak zmysłu handlowca wiąże się z kiepskimi umiejętnościami prowadzenia rozmowy – pracowałem i pracuję nad tym, bo to bardzo utrudnia życie, ale wciąż nie wychodzi mi to najlepiej. Ponieważ jednak uwielbiam pisać i tańczyć, te właśnie mocne strony starałem się eksploatować w nawiązywaniu relacji z kobietami. Będzie to opisane nieco szerzej w dalszej części, ale z oczywistych powodów, najlepiej czułem się w poznawaniu kobiet przez internet (gdzie można zbudować atrakcyjność, zainteresowanie i pewnego rodzaju więź poprzez pisanie ze sobą. Po zbudowaniu takiej więzi, rozmowa “na żywo” jest już znacznie łatwiejsza, o bliskości fizycznej nie wspominając) oraz na parkiecie (nie dość, że uwielbiam tańczyć, to jeszcze od razu pojawia się naturalny kontakt fizyczny, swoiste intymne połączenie, a przy tym jest zbyt głośno, żeby spokojnie porozmawiać). Faktem jest, że uwielbiałem również poznawać kobiety, które uważałem za atrakcyjne. w dzień – na ulicy, w centrach handlowych, w innych miejscach publicznych. Z każdym takim podejściem szło mi coraz lepiej, a dodatkowo dawało niesamowicie dużo pozytywnej energii i mi, i (zazwyczaj) tym kobietom… ale to też myśl do rozwinięcia w kolejnych częściach. Generalnie chodzi o to, że znałem swoje mocne strony (albo doszedłem do nich sam, albo wielokrotnie słyszałem opinie bliskich znajomych na ten temat) i używałem ich w poznawaniu kobiet, jednocześnie niwelując wpływ słabych stron. Jeśli jesteś świadomy siebie, to wychodzi to szczerze i w naturalny sposób, co stanowi dodatkowy plus – nie dość, że korzystasz ze swoich atutów, to jednocześnie jesteś postrzegany jako szczery i autentyczny (co jest z resztą zgodne z prawdą).

Ostatnią, ale równie istotną kwestią na tym etapie jest tzw. zaradność życiowa. W naszej naturze jest bardzo głęboko zakorzeniona zaradność mężczyzny. Jak myślisz, czy kobieta w jaskini na swojego partnera życiowego wybierała tego, który malował na ścianie serduszka z inicjałami swoimi i jej, czy tego, który przynosił jej upolowane mięso, żeby mogła żywić się czymś innym niż tylko miłością i który obronił ją przed jakimś zagrożeniem, stawiając mu czoła, a nie rysując kredkami po chodniku w Brukseli… jasne, mogła go zdradzać z jaskiniowym romantykiem, gdy jej samiec alfa był na polowaniu, ale nie zmienia to faktu, że u podstaw jej wyboru leżało przetrwanie. Teraz często słyszy się stwierdzenie: “poleciała na jego kasę” – zwykle to spore, krzywdzące określenie. Tak naprawdę atrakcyjna była jego zaradność życiowa, która bardzo często idzie w parze z pieniędzmi, ale może też iść w parze np. z siłą fizyczną – jest to ten sam mechanizm tak głęboko wpisany w naszą naturę, że nie za bardzo można mieć pretensje do takiej kobiety… Zmierzam jednak do tego, że jeśli nie widać po Tobie takiej lub innej zaradności życiowej, to będzie ci znacznie trudniej poznać właściwą kobietę. Kiedyś uważałem, że moje poprzednie przeciętne auto to dobry test na autentyczność relacji. Z jednej strony tak, ale z drugiej mógł wyraźnie sugerować moją niedostateczną zaradność życiową, a… natury nie oszukasz. Chociaż większości wartościowych kobiet nie odstraszał, to jednak nie uważam, że traktowanie tego jako test było z mojej strony właściwe. Najgorsze jednak jest pełne uzależnienie od rodziców, zwykle od wpływu matki. To zabija nie tylko twoją atrakcyjność, ale rykoszetem również libido kobiety. Sytuacje są różne – czasem nie tak łatwo jest zamieszkać samodzielnie i to może być wybaczalne, jeśli widać, że jesteś niezależnym mężczyzną, z własną opinią i gotowym bronić swojej partnerki nawet przed swoją matką. Jeśli jednak matka (zwykle) ma decydujący wpływ na twoje życie, to… tak już zapewne pozostanie, jeśli nic z tym nie zrobisz – odcięcie przysłowiowej pępowiny to jedyne wyjście w takiej sytuacji… jeśli oczywiście chcesz stworzyć zdrową, realną relację z kobietą inną niż twoja mama.

Zaradność życiowa jest bardzo atrakcyjna, jest swoistym naturalnym afrodyzjakiem – dopełnieniem całości twojej atrakcyjności, wisienką na torcie. Wiąże się i z umiejętnościami mężczyzny, i z jego zdolnościami finansowymi, i z emanującą pewnością siebie (na którą składa się m.in. świadomość siebie i swoich atutów) i… wrażeniem zaradności, jakie powstaje dzięki twojemu schludnemu wyglądowi (patrz punkt 1 😉 ). Jak sam widzisz, wszystko to się ze sobą ściśle wiąże, a poznanie siebie i odpowiednie wyeksponowanie swoich cech da ci bardzo solidną bazę do poznania właściwej kobiety i nawiązania z nią bliższej/dłuższej (albo jednej i drugiej) relacji.

Na tak solidnie zbudowanych podstawach możemy przejść stricte do poznawania kobiet… tej najprzyjemniejszej części 😉

Article Categories:
Męski punkt widzenia

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *